O ile rok 2012 był dla mnie dobry, był rokiem miłości, wspaniałego związku, faceta, o tyle rok 2013 był rokiem tęsknoty. Pod koniec 2012 nie wiem czemu coś się działo, ale potem wracało do normy, chociaż pamiętam, że czułem strasz, strach przed stratą. Teraz będzie historia tego związku, albo raczej czasu po nim. Od początku roku wszystko się psuło, pojawiły się kłótnie, pojawił się brak czasu, oschłość. W połowie stycznia zostałem oskarżony o zdradę, gdyż wyszedłem na imprezę urodzinową do kumpeli i że niby to miała być tylko przykrywka - nie była. To mnie pamiętam zabolało, tydzień później była impreza tym razem Tam, na która ta druga strona mnie nie zaprosiła, byłem niemile widziany u boku tego, który mnie kocha?! Nie chcąc tego niszczyć, kochając, przełknąłem wszystkie wymówki, wątpię, czy to była prawda. Potem było tylko gorzej, wmieszała się w to para dwóch głupców, czasem rozstania okazały się być Walentynki, Związek trwał idealnie rok. Później natknąłem się na fragment rozmowy, z którego jasno wynikało, iż byłem zdradzany i że ta druga strona strona szybko zapomniała o mnie, umawiając się na seks. Cierpiałem. Po raz pierwszy cierpiałem z miłości, mimo, że to ja zerwałem, bonie umiałem już tego wytrzymać, byłem po prostu kolejną zabawką w rękach... nieważne kogo. Sowicie za to odcierpiałem, cały marzec to jedna wielka nerwica. Problemy z ciśnieniem, snem, jedzeniem. Nie mogłem jeść, wszystko co jadłem od razu wypływało ze mnie, noce... były najgorsze, długo nie mogłem zasnąć, a jak zasypiałem to z oczami wyschniętymi od łez. Wszystko co się działo dookoła mnie to byłem jakby poza tym, nie dochodziło do mnie. Po miesiącu w miarę zacząłem do siebie dochodzić, mimo wszystko wciąż utrzymując kontakt z Panem. Dopiero w połowie maja dowiedziałem się więcej. Osoba, którą kochałem i która mówiła, że mnie kocha tak na prawdę liczyła tylko na seks, zakochałem się w kimś kto kocha seks, rozkochuje w sobie innych, bo jak sam to powiedział, jeśli się kocha to seks jest lepszy, a ja niestety dawałem z siebie wszystko, aż się nie spaliłem. To chyba największy ból, jakiego doświadczyłem, kochałem szczerze i naiwnie kogoś, kto uwielbia seks i robi to z każdym. Kochać dziwkę, częsty motyw w literaturze, eh. W maju zakończyłem wszelakie kontakty. Poznałem też kilka osób, kilka było mną zainteresowanych, ale głównie łóżkiem. Kiedy padła propozycja, znajomość się kończyła. Aż przyszedł koniec czerwca, wcale nie szukałem nikogo nowego, na necie siedziałem tylko po to, żeby byłego wyśledzić, chociaż ciężko mi było myśleć o nim w kategorii były, to ten, którego kocham przecież. Ale zupełnie z przypadku, z portalu na który wszedłem raz, wymieniłem się numerem gg z jedną osobą, a potem usunąłem konto, coś się stało. Sądziłem, że nowa miłość zaleczy starą, związek wytrzymał około dwóch miesięcy, sam go zakończyłem, z początkiem września. Nie potrafię kłamać, nie potrafię oszukiwać. Nie potrafię mówić, że kocham, kiedy nie kocham. Albo inaczej, kocham kogoś innego. Pod koniec września spróbowałem zadzwonić, do tego, którego kocham. Rozmowa miła, niestety ja - zagubiony, w tym co czuję, zrobiłem jak najgorsze wrażenie. Kocham, i co z tego, zacząłem z siebie wyrzucać co złe. Skończyło się to niczym. Do końca roku ten stał pozostał, delikatne rozmowy na komunikatorze i wszystko. A człowiek, którego kocham, nie wiem gdzie jest, nie wiem jak żyje, nie wiem co robi, nie wiem z kim się spotyka, nie wiem czy kogoś ma. Oby miał, oby kto inny dał mu szczęście, ja widocznie nie umiałem, nie byłem dosyć dobry, gdybym był to nie szukałby innych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja wciąż kocham i nie potrafię sobie w żaden sposób poradzić z tym uczuciem. Zresztą to są dziwne uczucia, bo z jednej strony kocham, bardzo mocno i jestem tego pewien, a z drugiej - nienawidzę. Nie wiem co bym zrobił gdybym Go teraz spotkał, gdybym pojechał do niego, albo bym zaczął całować, albo obkładać pięściami. Zniszczył mnie. Przede wszystkim mnie zniszczył. Nie potrafię pójść do przodu, nie potrafię sobie ułożyć życia z kimś innym, i najgorsze - nie potrafię przestać o nim myśleć. Zniszczył mnie, ale z drugiej był najwspanialszą osoba w moim życiu, pierwszą, która się mną w ogóle przejęła. Ale niestety on kocha seks, a ja byłem tylko zabawką. Czasem nawet myślę, czy potrafiłbym żyć z nim w związku otwartym, ale nie - raczej nie, nie potrafię znieść myśli, że ktoś go może dotykać, że on kogoś dotyka. Eh, sądzę, że jeszcze to potrwa, co najmniej kilka lat, o tym, że się było szczęśliwym tak łatwo się nie zapomina, a ja byłem. Byłem szczęśliwy po raz pierwszy w życiu, z Nim. A teraz? Mam to samo co miałem przed, budzę się każdego rana i myślę, że znów przegrałem, przegrałem z życiem, obudziłem się. Marzę teraz tylko o tym, by kiedyś zasnąć i nie obudzić się już nigdy. Tyle mi zostało.
Pomijając moje nieszczęsne życie miłosne. To rok 2013 mi przeleciał przed oczami, a ja jakbym go oglądał zza szyby. Zaczęło się od imprezy urodzinowej kumpeli, była to moja najbardziej udana impreza tego roku. Potem była sesja, która zaliczyłem bardzo łatwo i szybko. W maju spełniło się jedno z moich pomniejszych marzeń, zobaczyłem na żywo Within Temptation, ale co dziwne supprtowali ich Guano Apes, niestety Niemcy dali lepszy koncert niż Holendrzy, moim zdaniem. Potem jeszcze było parę tych koncertów. Z początkiem czerwca dostałem zaproszenie na imprezę, po raz pierwszy w życiu zobaczyłem jakie kobiety potrafią być ...nachalne. Widzi taka geja, wie, że nic z tego, ale wpycha mu swoje cycki do rąk, na twarz, a niektórym nawet i język w usta, to było przerażające, i już nigdy na te urodziny nie pójdę. W lipcu udało mi się pojechać na chwilę do znajomych, niestety w moim domu, moje ukochana dowiedziała się czegoś za dużo, nie wiem skąd, nie wiem jak, ale mam piekło. Nie wolno mi od tego czasu wychodzić i nie mówić gdzie idę. Muszę się meldować, odbierać telefony, mówić, że jestem bezpieczny. Rozpoczęła się prawdziwa wojna. Żeby jej koleżanki się nie dowiedziały, bo jak się dowiedzą to będzie wstyd - to są najgorsze słowa jakie mogłem usłyszeć od swojej ukochanej, czysty egoizm, obiecałem sobie, że się za to zemszczę. Nie jestem jej narzędziem, i będę niszczył jej pojęcie rodziny, nie zamierzam być idealny, ale dopiero po czasie. Od sierpnia gram grzecznego przykładnego, zresztą nie mam za bardzo możliwości, bo smycz jest krótka, do tego stopnia, że jak wychodzę na koncert to mi dzwoni w trakcie i się pyta czy śnieg pada. Odbiera moje telefony, szukając czegoś, albo raczej - Kogoś. Ona już sobie w główce wszystko ułożyła, ja zarobkuję w pewien sposób, tam nie może być miłości, to jest nienaturalne, to jest choroba psychiczna, tam nie ma miłości, a jak się ktoś dowie to będzie wstyd. Mimo wszystko udało mi się pojechać do Częstochowy, niestety bez noclegu, na jeden dzień, zwiedziłem muzeum Beksińskiego, zrobiłem sobie zdjęcie z pomnikiem Poświatowskiej, tylko do muzeum nie wszedłem, bo pojechałem w niedzielę, a wtedy zamknięte. Planowo wyjazd był dwudniowy z noclegiem, ale się nie dało - "Częstochowa nie jest na tyle daleko, żeby tam nocować" usłyszałem. Znalazłem sobie ucieczkę - nowe hobby, zacząłem zbierać bilety. Na początku roku miałem ich około 100, obecnie mam tego 700, a z powtórkami 3.000. Na prawdę się wkręciłem w to hobby - żeby zapomnieć. Problemem tego roku była praca magisterska, którą nie zdążyłem napisać w czerwcu [sesje zaliczyłem w sumie bez większych przeszkód], praca była gotowa na wrzesień, ale promotor się czepiał... no i czepia się do tej pory. Pracy znaleźć nie znalazłem. Jesień była z Closterkellerem, ale była też większa wisienka - Therion, w sumie nie bardzo chciałem, ale potem się okazało, że się opłaciło. Wspaniały Therion, a jeszcze lepsza Arkona. Pamiętam, że Arkonę mi polecił On. Na Closterkellerze wytrzymać nie mogłem, bo co druga piosenka mi też Jego przypominała. A w grudniu Closter zrobił nadprogramowy koncert. Chyba najpiękniejszy i najdelikatniejszy na jakim byłem. Święta? Jak zwykle z rodziną a potem sam w domu, Sylwester z dziewczynami i tyle. Byłem na ośmiu koncertach, 15 różnych wykonawców. Byłem 3 razy w kinie - Iron man 3, Thor oraz Igrzyska Śmierci. Przeczytałem zaledwie 15 książek, moja główna motywacja - nie ma Go. Przesłuchałem ponad 37.000 utworów na laście. Obejrzałem około 100 filmów. Zwiedziłem Częstochowę, Śląsk i więcej chyba nigdzie nie byłem.
Rok tęsknoty.