Parę słów naskrobać na początek nowego roku. Choć już jest połowa stycznia. Skrobałem słowa, ale w innej pracy. Nic ciekawego się w muzycznym światku nie dzieje. Czekam na premiery. Już za parę dni obiecujące Cult of Luna, ponoć dobry materiał zrobili. Ciekawe czy przewyższą doskonałosć Neurosis. Z podobnych choć trochę klimatów, prog rockowych polski Riverside się zapowiedział. Mimo, że początkowo sceptyczny w końcu do mnie dotarli, a jak już dotarli to zagościli na dłużej, dobra i porządna polska kapela, która ma zdecydowanie więcej fanów za granicą kraju. Zwłaszcza tych pośród fanów Porcupine Tree.
Trzecią nowością tego roku jest Otep. Pani się w ogóle nie zapowiadała, a tu nagle płyta, Poprzednia wydana zaledwie półtorej roku temu, była dobra, ostra i emocjonalna, tak jak lubię. Teraz nie spodziewam się niczego innego, tylko hałasu i agresji od pierwszych dźwięków, z lekką nutką kobiecości, chociaż to niewymagane.
Prosto z piekła przybywa nowa płyta Helloween, dosyć to dziwne, że wydają ją w styczniu a nie 30 października jak zawsze, widocznie mieli jakąś obsuwę. Jaka płyta jest - jeszcze mi nie wiadomo, póki co widziałem teledysk. Muzycznie - mozolny i dla mnie mało ciekawy - power metal, nic nowego. Wizualnie - połączyli pogańskie święto halloween z Aztekami, czy też Majami, całość ma być nawiązaniem do niedawnego końca świata. Pomysł, jak pomysł, mnie to nie bierze przepraszam.
Z nowości końcowo-rocznych - Abney Park wydało świąteczna płytę z kolędami - no cóż ciekawostka. To już ich druga taka w dyskografii.Ale są jaja, w maju 2013 zawitają do Europy i to nie jak zwykle do Londynu, tylko aż na daleki wschód - do Niemiec. Dostali zaproszenie na Wave Gottik Treffen do Lipska, trochę ubolewam, że mnie tam nie będzie. Kapela na pewno jest wyjątkowa, może nie gra muzyki, która mnie podnieca, ale jest przyjemna dla ucha. Z chęcia bym ich zobaczył, zwłaszcza, że oni są z Kanady i ciężko jest im dupska ruszyć do Europy, ale jest jeszcze nadzieja - może Castle Party isę nimi zainteresuje, byłoby miło.
czwartek, 17 stycznia 2013
czwartek, 3 stycznia 2013
Chwała i łaska 2012
Podsumowanie roku na podstawie Top Ten każdego tygodnia. 256 wykonawców., łącznie z poprzednimi latami 481. W 2012 roku odsłuchałem około 36.000 utworów.
Kapele nienotowane w 2012: Bloodbath, notowany co rok podobnie Sweet Noise, Ozzy Osbourne, było top ten w 2010. Limp Bizkit.
Kapele notowane w 2012, ale poza top 50: Vader [ponad 1000 odtworzeń], Iron Maiden - podobnie, Apocalyptica - 164 pozycja, Metallica - 113 w sumie ponad 1000. Coma - 107. Disturbed - 84. O.n.a., Delight, Opeth. Artrosis - rok wcześniej wysoko. Stone Sour, a wydali taką porządną płytę - 61. Godsmack. Slipknot. Behemoth - kiedyś podium, a dziś 54.
Od miejsca 50: Isis - w górę. 49. Tarja - powrót po roku. 48. Hunter w górę. P.o.d. - powrót. Cocteu Twins - nowość. AC/DC - powrót, Unsun - w górę. Epica - powrót po dwóch latach. Children of Bodom - spadek.The Cuts - nowość. Three Days Grace - w górę. Abney Park - nowość. Rammstein - w dół. Gojira - nowość. The Smashing Pumkpkins - powrót i w górę. Placebo - w górę. Skunk Anansie - w górę.The Offspring - powrót. Dead Can Dance/Evanescence -. Pierwsi wydali bardzo dobrą płytę, przez co poszli w górę i w ogóle zaistnieli w tym zestawieniu. Drudzy spadli z top ten, no ale cóż nie wydali w ubiegłym roku nic. Ale mimo to są jedną z moich ulubionych kapel. Wystarczyło mieć 273 odtworzeń by dostać się do top 30.
30. Sirenia [273] - spadek. W ubiegłym roku wydali bardzo słabą płytę, ale lubię do nich wracać. Moja ulubiona pop gotycko metalowa kapela. No i ten genialny album z 2007.
29. Desdemona [296] - w górę. Powrócili po latach. Wydali bardzo dobrą płytę, bardzo dziwną i radosną, mało gotycką, bardziej industrialną, czy tez elektroniczą, przepełnioną pozytywna energią. Jedna z lepszych polskich płyt 2012.
28. Maria Peszek [277] - Nowość! Najwyżej notowana nowość w tym roku!. Wydała brawurową i bezkompromisową płytę. Jak to pisało w wywiadach dla skurwiałych popierdoleńców i chyba w pełni się wpisuję w ten elektorat. Duża konkurencja dla Desdemony jeśli chodzi o najlepszą polska płytę ubiegłego roku.
27. System of a Dwon [278] - oczko w górę. Dziwi mnie, że tu są wszak nic nie wydaja od 2005 roku, ale lubię ich i to bardzo, stąd ta stabilizacja. Ciekawe czy gdyby coś wydali to czy mogliby powalczyć o podium?
26. Arcana [286] - w górę. Wydali bardzo fajną płytę, graja w tym samym gatunku co DCD, ale do mnie dotarli bardziej. Bardziej przemawia do mnie ich granie niż Lisy, acz w ogóle, ja i mój mainstreamowy gust, że takiej muzyki słucham to aż dziwne. Ambient jest trudno przyswajalny.
24. The Birthday Massacre [305] - w górę. Pojawiła się nowa płyta, której nawet słuchałem, ale nie powiem, żebym uklęknął, po prostu ich słuchałem i dobrze mi wtedy było.
24. Garbage [305] - w dół. W sumie dziwne. W ubiegłym roku nic, a w tym nowa płyta, ale ten nowy album poza tym, ze jest dobry to nic więcej. Nie ma tutaj hiciorów, które bym słuchał w kółko, tak jak z poprzednich płyt.
23. Nile [313] - w góre. Bogowie death metalu powrócili i jak zwykle nie zawiedli. Dobra płyta, porządne łojenie, tak jak lubię. Zresztą, każda ich płyta taka jest, przyzwyczaili do wysokiej jakości, i juz nie dziwią.
22. Therion [318] - w górę. Głównie retrospekcja. Nowa płyta jest, ale to nie to. Poeksperymentowali za bardzo jak dla mnie, stworzyli piękną, lekką i romantyczna płytę, owszem jest piękna, ale mnie takie granie średnio bierze, bardziej się skupiałem na tym co lubię, oraz zrobiłem przegląd dyskografii.
21. Delain [326] - w górę. Powrót, z trzecim albumem. Co zaskakujące, może album się niczym nie różni od poprzednich dokonań, może jest trochę bardziej dojrzały, ale spodobał mi się nad wyraz. Nie spodziewałem się, że mogą aż tak do mnie przemówić, i to zespół, który uważałem za jakiś tam, a nie ważny dla mnie.
20. Exilia [336] - w górę. Włosi powrócili i jak zwykle łoją w swoim stylu i zasłuchałem się. Może to i piękne nie jest, może to i takie pospolite, ale fajne, dobry hałas robią, szczególnie ta zachrypnięta wokalistka.
19. Slayer [338] - w górę. Nic nie zrobili, ale spędziliśmy wspólnie święta i dobrze się bawiliśmy. Tak myślę, że właśnie stąd ta wysoka lokata.
18. My Dying Bride [355] - w górę. Jak w każdym roku były momenty radosne jak i smutne. Ilość zasłuchania w tą kapelę świadczy o poziomie smutku. A do tego można dodać bardzo smutną i juz klasyczną płytę w ich wykonaniu. Ostatnio same takie się pojawiają, chociaż przedostatniej nie przeskoczyli moim zdaniem.
17. Hetane [357] - w górę. Byłem na ich dwóch koncertach. Wysoko, gdyż przed każdym się przygotowywałem, a poza tym lubię takie chore dźwięki. Czekam na nowy album, który już w tym roku. I kto wie, może się przebija do top ten...
16. Cradle of Filth [362] - w górę. Kredki powróciły w nową płytą. Już mnie symfoniczną, duzo bardziej blakową i ciężką.i dobrze im z tym. Moze mało z tej płyty pamiętam, ale na pewno zrobiłem przegląd nimfetaminy i innych.
15. Lacuna Coil [374] - w górę. Nowa płyta, z początku roku, to im trochę pomogło. Płyta dobra, na pewno też słuchałem starszych rzeczy. Ogólnie to lubie ich posłuchać.
14. Papa Roach [420] - w górę. Komentarz jak wyżej. Doskonała muzyka jako tło. Niech się tłucze gdzieś tam cokolwiek jak coś robię na kompie. Też wydali nowy album, słuchałem go, ale nic z niego nie pamiętam. Zapewne przesłuchałem go kilkanaście razy. Nieważne. Oni swoje już zrobili. Uciekam z mordercą.
13. Tiamat [423] - w górę. Oni swoje już zrobili. Nie dało się nagrać bardziej smutne płyty niż Amanethes. Ale mimo to zrobili porządny album, który jest miło posłuchać. Zresztą jak sam wokalista mówi, oni już maja dokonania, teraz tworzą dla siebie i maja gdzieś co ktokolwiek o nich sądzi i dobrze, też tak sądzę. Oby więcej takich płyt, jak przerażeni ludzie.
12. Linki Park [426] - w górę. Jak dla mnie porażka roku. Płyta nowa w ogóle nie dotarła, to juz nie jest to LP, które kochałem będąc gimbusem. Teraz poszli w stronę Muse i krzyzyk na drogę, ja i tak słucham głównie dwóch pierwszych płyt.
11. Moonlight [451] - w górę. Rok temu mnie męczyło słuchanie wokalu Majki. A w tym zatęskniłem. Zespół, który nie istnieje, potrafi wciąż mnie zauroczyć, potrafię do niego wracać, tak isę powinno tworzyć prawdziwą muzykę. I przyznam szczerze, że jeśliby sie wskrzesili to jestem pierwszy na koncercie pod sceną.
10. Within Temptation [479] - w dół. Rok temu była podobna liczba, z tym, że na początku była jeszcze jedynka. W tym nie wydali niczego, to jest raczej echo roku ubiegłego. Ale i tak w porządnym stylu wylądowali. Właśnie teraz pojawiła się płytka z coverami, ale ona juz będzie zakwalifikowana do 2013.
9. The Gathering [489] - w górę. Powrót, piękny i wysoki. Urzekli nowym albumem. Nie spodziewałem się, że z nową wokalistką potrafią stworzyć coś tak pięknego. A poza tym, przypatrzyłem się bliżej ich dyskografii, stąd ta lokata.Poczytałem wywiady. Piękne granie.
8. Deftones [506] - w dół. Wydali płytę, po cichu liczyłem na top 3, ale dobre i top 8. Na prawdę piękna emocjonalna muzyka. Skrajnie emocjonalna, to ten zespół, którym się potrafię zachwycać, może nie w każdym momencie, ale co najmniej raz w roku muszę, po prostu muszę ich słuchać do upadłego. Kiedyś ich nie lubiłem, a teraz stali się jedną z wazniejszych kapel w moim życiu.
7. Closterkeller [523] - w dół. Rok temu był podium.Rok temu wydali płytę. W tym roku było kilka koncertów, dokładnie to aż cztery, i do każdego się musiałem przygotować, aż w końcu to mi się znudzili i przejedli. Jak będą koncerty w przyszłym roku to owszem pójde, jak będzie nowa płyta to posłucham, ale mój szał na Clsotera opadł, potrzebuje postu, z chęcia wypełnię dziurę po nich Deftones, albo Neurosis, którego mi brakuje w tym zestawieniu [115 miejsce, mimo nowej płyty].
6. Marilyn Manson [534] - w górę. Nowa płyta, na początek roku, ale i tak czuję po nim niedosyt, słuchałbym więcej i więcej. Trochę mnie to dziwi, bo wiele osób mówi, że sie wypalił, a u mnie szaleństwo.
5. Paradise Lost [555] - w górę. To jest niespodzianka. Owszem słuchałem ich. Owszem wydali nową płytę, która mi się podoba, ale nigdy by mi nie przeszło przez myśl, że oni będą otwierać pierwszą piątkę. Jeszcze nigdy nie byli w top ten. To ich najwyższa pozycja w ogóle. Ale, oby więcej takich płyt, jak ostatnia.
4. Nightwish [630] - w dół. Wydali płytę w grudniu, przez co ich odtworzenia rozłożyły się na dwa lata, rok temu było ponad 900, a w tym roku reszta. No i, mimo gorszego wyniku w tym roku, są wyżej, Te 900 dało im rok temu 5 miejsce, a w tym czwarte. Widać w tym roku jest inny rozkład odtworzeń. A co do samej płyty, to nie wiem czy ja aż tak bardzo jej słuchałem na pewno przebijałem się przez całą dyskografie i to chyba nawet ze dwa razy.
3. Moonspell [665] - w górę. Pierwszy raz tak wysoko. Wydali dwupłytówkę, a po drugie dyskografia cała raz, no i faza po jednym z koncertów, na którym puszczano ich namiętnie, przeplatając z tiamatem. Ale lubię i szanuję i bardzo lubię słuchać. To jest jeden z tych wybitnych metalowych zespołów.
2. Katatonia [805] - w górę. To chyba nikogo nie dziwi. Moja druga ukochana kapela. Powróciła po dwóch latach na pudło. Wydali płytę, bardzo ciekawą, a poza tym, zagłębiałem się w początkowe ich dokonania, i to chyba nie raz. To najwyższa lokata jaką mogli osiągnąć.
1. KoRN [1482] - w dół. To chyba nikogo nie dziwi. Od pięciu lat wciąż na pierwszym miejscu. Ulubiony zespół. W tym roku byłem wreszcie na koncercie, spełniło się moje marzenie.A poza tym - Znowu KoRN!
wtorek, 1 stycznia 2013
Nie mam marzeń
Pora na podsumowanie roku. Teraz to
bardziej osobiste. Muzyczne będą w innych postach. Starałem się nie
wywnętrzać w postach na blogu, ograniczę się do tego minimum.
Styczeń
- Pierwszy i najbardziej zawirowany miesiąc ubiegłego roku. Wszedłem w
ten rok będąc z kimś, lecz w pierwszych chwilach nowego roku wszystko
się zawaliło. Sam chciałem odejść, albo zostałem odrzucony - obie wersje
są prawidłowe. Ktoś znacznie wcześniejszy również dał o sobie znać, też
namieszał. Pojawiła się trzecia osoba - w sumie pod koniec roku
wcześniejszego, wszystko zmierzało w dobrym kierunku, ale pod koniec
miesiąca wyszło szydło z worka.. Pamiętam również, że przez
jakieś 3 tygodnie nie mogłem się zdecydować, zaaferowany dwoma osobami,
czy w pewnym momencie nawet trzema. Można kochać dwie osoby jednocześnie? Można. W połowie stycznia poznałem jeszcze
kogoś, ale nie brałem tego tak na prawdę serio. Dopiero jak dostałem
trzeci raz po dupie, nie miałem już nic do stracenia. Dodam jeszcze, że pierwszy raz byłem na rockotece i widziałem jak cała sala metali tańczy do dubstepu.
Luty
- Pierwszy wekend lutego. Wciąż miotany wewnętrznie między tym co
czuję, a powinienem, czy chcę - spotkałem się z kimś. Nie wierzę w
zakochanie się od pierwszego wejrzenia i tak też nie było, zakochanie
przyszło "dopiero" po kilku godzinach. Spędziłem najcudowniejszy wekend
tego roku, czy może nawet życia. Mimo chłodu, było wówczas minus 20
stopni. Wszystko się skończyło w poniedziałek, wróciłem do domu i
płakałem. Byłem szczęśliwy - przez moment, a potem moje szczęście
odjechało pociągiem. Początkowo z tym walczyłem, lecz przegrałem,
zakochałem się, ujęty tą opiekuńczością, tą radością i miłością jaką
zostałem obdarzony, nie umiałem z tym walczyć. Parę dni po tym, okazało
się, że zostałem oszukany, znów. Czy serce potrafi znieść tyle razów?
Nie wiedząc co robić, postanowiłem walczyć, głupio, przeraźliwie głupio.
Spędziłem, po raz pierwszy w życiu = Walentynki, moje pierwsze
znienawidzone święto. Pojechałem tam i spędziłem znów cudowne chwile.
Chociaż sam pomysł jazdy daleko w nieznane - jadąc, sam o sobie myślałem -
"pojebało mnie". Gdzieś w tym całym amoku była sesja na mojej uczelni,
zaliczyłem wszystko w pierwszym terminie, nie wiem kiedy, ani jak.
Marzec
- Pierwszy wekend, pojechałem Tam. Znów, drugi raz, tym razem
oficjalnie. Znowu było cudownie. Nawet poszliśmy razem na koncert.
Pozwiedzałem zupełnie obce sobie miasto, bawiłem się świetnie. W połowie
marca byłem jeszcze na koncercie Closterkellera w Chorzowie, tutaj
razem z kumpelą, fajnie było, picie taniego wina, jedzenie kotów w
ciemnym lesie z całą ekipą. Kolejne niezapomniane przeżycie. Pod koniec
miesiąca znów pojechałem tam, stęskniłem się. Mimo, że mieliśmy się
widzieć w kwietniu.
Kwiecień
- Ze swoim szczęściem pojechałem na koncert, oraz, żeby zobaczyć swoją
kumpelę, którą znam tylko z internetu. Wyprawa początkowo była fajna,
przepełniała mnie pozytywna energia i radość, mimo, że dupa porządnie mi
tam zmarzła. Mój "związek" się tam posypał, źle to wspominam, znów
dostałem po dupie od życia. Bez sensu, postanowiłem to zakończyć - nie
wyszło. To co się działo w środku, przytłumiło mnie, także mało co już z
tego wszystkiego pamiętam. Okropny wekend. Co się już działo w kwietniu
nie pamiętam. Jeszcze wiem, że byłem na koncercie u siebie, ale była
zła atmosfera, gdyż się z kimś pokłóciłem, obecnie mam na to wyłożone,
ale wtedy było mi smutno. Najgorsze było to, że racja nie była po mojej
stronie.
Maj - Wekend
majowy zaczął się od tego, że to szczęście przyjechało do mnie. Ja
oprowadzałem po swoim mieście, mieliśmy dla siebie tylko jeden dzień. W
połowie maja nadarzyła się okazja, no i kolejny koncert, mile
wspominany, że ja pojechałem tam. Fruwałem nad ziemią ze szczęścia.
Juvenalia w tym roku mi nie wyszły, miała być wyprawy, brakło środków.
Czerwiec - Jedna wyprawa tam, na pół dnia. A tak to głównie sesja i uganianie się ze swoja grupą, były nawet tarcia. Śmierć w rodzinie.
Lipiec - w pierwszym tygodniu, problemy z łącznością ze szczęściem, a co dalej? Nie wiem, w zasadzie to nie pamiętam co ja wtedy robiłem. Szukałem pracy - ale nic mi z tego nie wyszło, co chwilę zaliczałem porażki.
Sierpień, przez pierwsze pół miesiąca - nic. 15 sierpnia spełniło się moje marzenie, dzięki mojej połówce, zobaczyłem na żywo po raz pierwszy miłość mojego życia i jestem za to niesamowicie wdzięczny. Później pojechałem na wakacje, niestety nie tak jak chciałem. Ale nawet mimo to było fajnie.
Wrzesień - jeśli chodzi o związek zaczęło się sypać. Ba, zaczęło się sypać moje zdrowie, dostałem porządnie po dupie, i po portfelu. Z tego nie będę się spowiadał, ale ból i tylko ból. Pod koniec września, rozstałem się, wytrzymałem jeden dzień, a potem wróciłem do tego wszystkiego.Z innych rzeczy - ślub, w sumie pierwszy na jakim byłem, no, może drugi.
Październik - początek szkoły, znów. Środki finansowe porządnie odchudzone, zaczęło być ciężko. A z pracą - nic. Chyba się do tego nie nadaję. A jeszcze 19 października wywiązała się pewna kłótnia, która znów mnie oddaliła. 6 października całkiem fajny koncert był, i to prawie za darmo.
Listopad - koncert Closterkeller - tym razem jeden, później jeszcze Hetane - epidemia szczęścia. Dwa dni później dostaję po dupie od życia, nagle się znajduje "życzliwy" i niszczy mój i tak rozpadający się związek. O dziwo, zamiast się rozpaść, wszystko się naprawia - powiedzmy. Moje szczęście do mnie przyjeżdża, cudowny dzień, nie widzieliśmy się 3 miesiące. A ja jestem rozbity. Na pół. Kocham i ...nienawidzę. Chcę odejść i zostać jednocześnie. Póki co podejmuję decyzję, że daje szansę. Ale po dwu tygodniach jadę ja - Tam. Jest słabo, może poza odkryciem fajnej knajpki z naleśnikami. Zdołowany i rozbity wracam do domu i trwam w tym stanie. Nie wiem co robić, ciągnąć to dalej, czy zakończyć? Ciągnę.
Grudzień - pracy nie znalazłem, obowiązki szkolne mi średnio idą. Święta jak zwykle w podłym nastroju. Pisanie też kiepsko idzie. A związek, hm w ostatni dzień roku była okazja na powtórzenie sylwka z roku ubiegłego, niestety w tym samym składzie. Nie byłem zainteresowany, interesuje mnie nowy skład.
Z takich wniosków jakie ten rok dla mnie przyniósł. Miałem kiedyś marzenia, dosyć konkretne. Albo powiem, chciałem być z kimś, czuć bliskość i radość z tego, myślałem, że to mi da szczęście. Moje marzenie się spełniło, przez cały rok status mojego związku to zajęty. Poświeciłem się jednej osobie, jak nigdy wcześniej. Problem pojawił się w tym momencie taki, że nie jestem szczęśliwy, mam wszystko co chciałem, a nic się nie zmieniło. Nie. Zmieniło się jedno. Wtedy miałem marzenia, byłem idealistą, jeśli chodzi o związki, teraz dostałem parę razy po dupie, jestem w związku, a marzeń już nie mam. Ziściły się, nie dając szczęścia. Sam siebie zawiodłem, sam siebie oszukałem. Nie mam już celu, nie wiem co dalej - życie chwilą? Carpe diem? Co za bezsens.
9 koncertów tego roku. 11 wyjazdów. 6 obcych lokalizacji pozamiejskich. 23 książki przeczytane. 90 płyt nowych poznanych. 36.000 odsłuchanych utworów. 100 obejrzanych filmów.
Lipiec - w pierwszym tygodniu, problemy z łącznością ze szczęściem, a co dalej? Nie wiem, w zasadzie to nie pamiętam co ja wtedy robiłem. Szukałem pracy - ale nic mi z tego nie wyszło, co chwilę zaliczałem porażki.
Sierpień, przez pierwsze pół miesiąca - nic. 15 sierpnia spełniło się moje marzenie, dzięki mojej połówce, zobaczyłem na żywo po raz pierwszy miłość mojego życia i jestem za to niesamowicie wdzięczny. Później pojechałem na wakacje, niestety nie tak jak chciałem. Ale nawet mimo to było fajnie.
Wrzesień - jeśli chodzi o związek zaczęło się sypać. Ba, zaczęło się sypać moje zdrowie, dostałem porządnie po dupie, i po portfelu. Z tego nie będę się spowiadał, ale ból i tylko ból. Pod koniec września, rozstałem się, wytrzymałem jeden dzień, a potem wróciłem do tego wszystkiego.Z innych rzeczy - ślub, w sumie pierwszy na jakim byłem, no, może drugi.
Październik - początek szkoły, znów. Środki finansowe porządnie odchudzone, zaczęło być ciężko. A z pracą - nic. Chyba się do tego nie nadaję. A jeszcze 19 października wywiązała się pewna kłótnia, która znów mnie oddaliła. 6 października całkiem fajny koncert był, i to prawie za darmo.
Listopad - koncert Closterkeller - tym razem jeden, później jeszcze Hetane - epidemia szczęścia. Dwa dni później dostaję po dupie od życia, nagle się znajduje "życzliwy" i niszczy mój i tak rozpadający się związek. O dziwo, zamiast się rozpaść, wszystko się naprawia - powiedzmy. Moje szczęście do mnie przyjeżdża, cudowny dzień, nie widzieliśmy się 3 miesiące. A ja jestem rozbity. Na pół. Kocham i ...nienawidzę. Chcę odejść i zostać jednocześnie. Póki co podejmuję decyzję, że daje szansę. Ale po dwu tygodniach jadę ja - Tam. Jest słabo, może poza odkryciem fajnej knajpki z naleśnikami. Zdołowany i rozbity wracam do domu i trwam w tym stanie. Nie wiem co robić, ciągnąć to dalej, czy zakończyć? Ciągnę.
Grudzień - pracy nie znalazłem, obowiązki szkolne mi średnio idą. Święta jak zwykle w podłym nastroju. Pisanie też kiepsko idzie. A związek, hm w ostatni dzień roku była okazja na powtórzenie sylwka z roku ubiegłego, niestety w tym samym składzie. Nie byłem zainteresowany, interesuje mnie nowy skład.
Z takich wniosków jakie ten rok dla mnie przyniósł. Miałem kiedyś marzenia, dosyć konkretne. Albo powiem, chciałem być z kimś, czuć bliskość i radość z tego, myślałem, że to mi da szczęście. Moje marzenie się spełniło, przez cały rok status mojego związku to zajęty. Poświeciłem się jednej osobie, jak nigdy wcześniej. Problem pojawił się w tym momencie taki, że nie jestem szczęśliwy, mam wszystko co chciałem, a nic się nie zmieniło. Nie. Zmieniło się jedno. Wtedy miałem marzenia, byłem idealistą, jeśli chodzi o związki, teraz dostałem parę razy po dupie, jestem w związku, a marzeń już nie mam. Ziściły się, nie dając szczęścia. Sam siebie zawiodłem, sam siebie oszukałem. Nie mam już celu, nie wiem co dalej - życie chwilą? Carpe diem? Co za bezsens.
9 koncertów tego roku. 11 wyjazdów. 6 obcych lokalizacji pozamiejskich. 23 książki przeczytane. 90 płyt nowych poznanych. 36.000 odsłuchanych utworów. 100 obejrzanych filmów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)