sobota, 6 czerwca 2026
Piękne kłamstwo
poniedziałek, 1 czerwca 2026
Wielki wąż powstaje
Pierwszy post po prawie dziesięciu latach. Tyle podsumowań miesięcznych, rocznych i życiowych. Tak wiele nieważnych rzeczy i myśli przez ten czas...Nie chcę nadrabiać tego czasu, nie chcę się tłumaczyć. Idę w przód.
Obejrzałem kilka rankingów maja na YTe, chcę pokazać swój.
Maj 2026.
10. Sacriversum wydało tak dobrą płytę. Tak deathową, jak nigdy wcześniej, albo ja ich nigdy wcześniej nie słuchałem. W moich wyobrażeniach to jest zespół death/doom, ale ta płyta jest zdecydowanie bardziej death.
9. Poison the Well, niby lekki metalcore, niby nic interesującego. Ale tak mi weszło. To nie jest moja muzyka, ale wracam. Wracam i słucham.
8. Darthrone. Ostatnią płytą pokazali, że mają trochę w dupie. Trochę się nie dziwię, taki rodzaj ekspresji. Ale, teraz, ile pokazali luzu. Dużo lepiej się słucha niż Astral...
7. Sevendust. Nu-metal jest już martwy od lat. Tylko niektóre zespoły nie potrafią przestać go grać. To jest dokładnie to czego chciałbym słuchać. Mimo, że są o 20 lat spóźnieni.
6. Exilia. Anti Gravity. Chyba najciekawsza propozycja Włochów od 15 lat. Poprzednio te kawałki się zlewały w jedno, tutaj jest dość różnorodnie.
5. Blindead 23. Po obejrzeniu koncertu z ostatniej trasy zdecydowałem, że ten zespół nie jest dla mnie. Jak lubię post metal, tak oni jakoś skręcają ten gatunek. Tutaj czuję nową drogę, jedno mówią, że śmierdzi Katatonią, inni, że Opeth, ja czuję bardziej progresywne granie, ale ja nie lubię w prog metal, a mimo to jest jedna z lepszych płyt maja 26.
4. Moodring. Przez chwilę zgubiłem się rateyourmusic. Album ma wysokie oceny więc czemu nie spróbować? Jest to alternatywny metal wchodzący w nu-metal. Strawne, dobrze się tłucze, do posłuchania.
3. Draconia. Zakochany w poprzedniej płycie. Natomiast wcześniejszą byłem obrzydzony. Wiem, że były jakieś roszady, że na wokalu jest inna pani, ale ten klimat pięknej i bestii jest genialne oddany. Ponure i ciężkie granie. Chcę.
2. Venom. Słucham i słucham, i trochę nie wiem co tam jest. Zawsze mi się wydawało, że to taki black metal, ale im bardziej się wsłuchuję to śmierdzi thrashem. Nie lubię thrashu, to dlaczego tutaj jest on tak dobry? Przez tych kilka lat mój gust zawędrował w dziwne rejony.
1. Dimmu Borgir. Wszyscy się zachwycają wężem zrzucającym skórę. Jestem w tym zachwycie umiarkowany. DB odeszli od heheszkowego grania, ta płyta jest na serio. Na tyle na serio, że nie ma tutaj łatwych i lekkich melodii. Płyta nie wchodzi od razu jest trudniejsza, śmierdzi starością. Może to i lepiej, o takie Dimmu nic nie robiłem.