11. [12] Afromental - Rock&Rollin' Love. Z ciekawości sięgnąłem po całą
płytę. Nie było tam nic ciekawego, poza tym kawałkiem, który znam z
jakiegoś rmf'a, przy kupowaniu ziemniaków go usłyszałem i jakoś ten
fragment sobie zostawiłem na dłużej.
12. [11] Jula - Nie zatrzymasz mnie. Komentarz podobny co do Eweliny Lisowskiej. Moje Wakacje 2012. Siedziałem sam w pokoju i nie było nic innego tylko rmf maxxx. A tam w kółko albo jedna, albo druga. W końcu zacząłem je mylić. Wiem, że Jula miała też inne i większe przeboje, ale akurat wtedy był lansowany ten i ten zapadł mi w pamięć. Chociaż co do jakości to oczywiście bym dywagował.
13. [10, 4, 7] P!nk - Slut like you, Try, Blow Me. Powróciła z nową płytą,
która zawojowała listy przebojów. Mnie najbardziej podoba się ten
rockowy kawałek. Całą płytę przesłuchałem parę razy, ale niestety nie
moja bajka, a słuchanie singli to zupełnie co innego.Te kawałki są fajne.
14. [8, 6] Katy Perry - Part of Me, Wide Awake. Pani wydala reedycję swojej drugiej płyty, najpierw jedną, a potem drugą. Kazda lansowała inny przebój.Nic
dziwnego, że oby dwa załapałem, jak się jest maszynką do tworzenia
hiciorów. Jak się zdetronizowało samego Mickaela Jacksona.
15. [7, 2] Maroon 5 - Payphone, One More Night. Spodziewałem się czegoś
takiego jak było z Kryśką, a przede wszystkim spodziewałem się tego
przeboju, ale nie dali na swója album, ona też nie dała. Niech sobie
krąży osobno, a i dla nich jak i dla niech Moves like Jagger był hitem i to dużo mocniejszym niż te dwa.
16. [7] Artur Andrus - Glanki i pacyfki. Przebój z radiowej trójki. Polecony przez moją połówkę. Genialny groteskowy tekst i kabaretowy klimat utworu wywindował go u mnie wysoko.
17. [6] Enej - Skrzydlate ręce. Była wiosna, jakieś toptrendy, albo coś
takiego, zgarnęli tam chyba nagrodę, a potem w kółko byli w rozgłośniach
radiowych, lansowali singla bez płyty jeszcze i tak słabo, bo teraz
płyta się chyba nie sprzedaje, a drugi singiel troszkę zawiódł. Ale co
tam, ten kawałek jest ok.
18. [5] Kelly Clarkson - Stronger. Kawałek, który chodził za mną bardzo długo, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby posłuchać. W końcu słucham i się podoba. Zresztą to Kelly Clarkson, ona ma takie przeboje, które wchodzą.
19. [4] Christina Aguilera - Your Body. Chce twoje ciało dzisiejszej nocy. Piosenka gloryfikujace hedonizm, a i teledysk także. Właśnie ta płytkość mnie porwała. Nie wiem jaka jest cała płyta, jeszcze nie słuchałem. Ale wiem, że Kryśka ma problemy z utrzymanie swoich słuchaczy, i ze zwabieniem nowych, inne wokalistki ja wygryzły.
20. [3] Rihanna - Diamonds. Niewiarygodne jak szybko ona te płyty wydaje, przez było tal that talk, a tu już nowa płyta. Niestety ten singiel jest okropny, zdarzały jej się lepsze i to dużo, ale mimo to, nawet go czasem posłucham.
21. [3] iamwhoiam - in due order. Kilka razy natknąłem się na ten klip, a że kawałek z przytupem to szybko mnie opętał.
piątek, 28 grudnia 2012
środa, 26 grudnia 2012
Przeboje 2012 - teil 1
Tak powoli i nieśmiało zabieram się do podsumowania mijającego roku. Na sam początek przeboje. Rok 2012 wypromował kilka gwiazd i kilka przebojów. Kluczem do ich ukazania będzie mój własny profil na last.fm. Ale najpierw definicja - przebojem dla mnie jest utwór, który kojarzę z radia i znam go samodzielnie jako singiel, bez całego albumu, albo też przesłuchałem cały album, ale tylko utwór singlowy zasłużył na powrót do niego. Chciałem to zrobić w jednym poście, ale nie potrafię się zdecydować i wybrać 10, wybrałem 35... i ta liczba cały czas rośnie. Więc dziś pierwszy kawałek.
1. [37] Adele - Skyfall. W tym całym miałkim popie wyróżnia się pani Adele. Nie nagrała trzeciego albumu, pojawił się tylko utwór do Bonda i przyznam, że śmiało może on konkurować z tym Garbage, albo Duran Duran.
2. [24] Gotye - Somebody That I Used to Know. Któż tego nie słuchał? Było szaleństwo na początku roku, a i do tej pory utrzymuje się na listach przebojów. Kawałek fajny i wciągał, bardzo mocno. Poza tym, dla mnie niesie za sobą skojarzenie z pewną osobą. Pewien kawałek historii tego roku.
3. [17] Gossip - Move in the Right Direction. Kolejny genialny przebój, electro rockowy. Ten niesamowity mocny głos, i skoczna chwytliwa melodia. Najlepsze, że to nie ja odkryłem ten przebój. Tylko znajomy, jadąc samochodem.
4. [16] Ewelina Lisowska - Nieodporny rozum. Wakacje 2012! Znam panią, a w zasadzie dziewczynkę, z programu telewizyjnego, brawurowo zaśpiewała Katy Perry, potem poszperałem w internecie i dowiedziałem się, że to rockowa dziewuszka, Asking Alexandria i tego typu klimaty, dobry mocny i przede wszystkim babski growl. Dziwię się, że zdecydowała się na tworzenie miałkiego popu. Mimo, że ta piosenka jest okropna, ma okropny płaski tekst, które sam Roguc by się nie powstydził, to jednak działa. Utwór słaby, ale mimo to hipnotyzuje.
5. [15] Brodka - Varsovie. Pojawił się na początku roku i przez cały rok zyskiwał popularność. Brzmi jak odrzut z Grandy, ale mimo to jest dobrym łatwo zapadającym w pamięć kawałkiem. Takim uroczym, bardzo go lubię. I powoli też zaczynam łączyć z miastem tytułowym.
6. [14] Max Jason Mai - Don't Close Your Eyes. Przebój wylansowany przez eurowizję. Mocny rockowy, metalcorowy. Fajny, i wchodzi. Mimo, że niedoceniony na tym konkursie to mnie się bardzo podoba.
7. [13] Psy - Gangam Style. Jak się to pojawiło w internecie, był szał, słuchałem w kółko, oglądałem teledysk kilka razy. Takie nic, a stało się przebojem, Jednak potencjał leży nie tylko w Europie i Stanach.
8. [12, 11, 6] Lana del Rey - Born to Die, Videos Games, Summertime Sadness. Nie zdecydowałem się na jeden utwór, tylko na trzy, wszystkie single. Pani korzysta z niszy jaką stworzyła Adele i Duffy. Bezczelnie jedzie na tym, i to się sprzedaje, czuć w tym brak szczerości, śpiewanie od niechcenia, a mimo to - bierze.
9. [12] Loreen - Euphoria. Taka niepozorna piosenka, a i wokalistka też. Zawojowała Europę. Przy kilkukrotnym przesłuchaniu rzeczywiście piosenka jest fajna.
10. [11, 6] Madonna - Girl Gone Wild, Give Me All You're Luvin'. Królowa powróciła w nowym albumem, dość przeciętnym, single również takie sobie, jedynie te dwa w jakimś tam stopniu mi się podobają.
cdn...!
1. [37] Adele - Skyfall. W tym całym miałkim popie wyróżnia się pani Adele. Nie nagrała trzeciego albumu, pojawił się tylko utwór do Bonda i przyznam, że śmiało może on konkurować z tym Garbage, albo Duran Duran.
2. [24] Gotye - Somebody That I Used to Know. Któż tego nie słuchał? Było szaleństwo na początku roku, a i do tej pory utrzymuje się na listach przebojów. Kawałek fajny i wciągał, bardzo mocno. Poza tym, dla mnie niesie za sobą skojarzenie z pewną osobą. Pewien kawałek historii tego roku.
3. [17] Gossip - Move in the Right Direction. Kolejny genialny przebój, electro rockowy. Ten niesamowity mocny głos, i skoczna chwytliwa melodia. Najlepsze, że to nie ja odkryłem ten przebój. Tylko znajomy, jadąc samochodem.
4. [16] Ewelina Lisowska - Nieodporny rozum. Wakacje 2012! Znam panią, a w zasadzie dziewczynkę, z programu telewizyjnego, brawurowo zaśpiewała Katy Perry, potem poszperałem w internecie i dowiedziałem się, że to rockowa dziewuszka, Asking Alexandria i tego typu klimaty, dobry mocny i przede wszystkim babski growl. Dziwię się, że zdecydowała się na tworzenie miałkiego popu. Mimo, że ta piosenka jest okropna, ma okropny płaski tekst, które sam Roguc by się nie powstydził, to jednak działa. Utwór słaby, ale mimo to hipnotyzuje.
5. [15] Brodka - Varsovie. Pojawił się na początku roku i przez cały rok zyskiwał popularność. Brzmi jak odrzut z Grandy, ale mimo to jest dobrym łatwo zapadającym w pamięć kawałkiem. Takim uroczym, bardzo go lubię. I powoli też zaczynam łączyć z miastem tytułowym.
6. [14] Max Jason Mai - Don't Close Your Eyes. Przebój wylansowany przez eurowizję. Mocny rockowy, metalcorowy. Fajny, i wchodzi. Mimo, że niedoceniony na tym konkursie to mnie się bardzo podoba.
7. [13] Psy - Gangam Style. Jak się to pojawiło w internecie, był szał, słuchałem w kółko, oglądałem teledysk kilka razy. Takie nic, a stało się przebojem, Jednak potencjał leży nie tylko w Europie i Stanach.
8. [12, 11, 6] Lana del Rey - Born to Die, Videos Games, Summertime Sadness. Nie zdecydowałem się na jeden utwór, tylko na trzy, wszystkie single. Pani korzysta z niszy jaką stworzyła Adele i Duffy. Bezczelnie jedzie na tym, i to się sprzedaje, czuć w tym brak szczerości, śpiewanie od niechcenia, a mimo to - bierze.
9. [12] Loreen - Euphoria. Taka niepozorna piosenka, a i wokalistka też. Zawojowała Europę. Przy kilkukrotnym przesłuchaniu rzeczywiście piosenka jest fajna.
10. [11, 6] Madonna - Girl Gone Wild, Give Me All You're Luvin'. Królowa powróciła w nowym albumem, dość przeciętnym, single również takie sobie, jedynie te dwa w jakimś tam stopniu mi się podobają.
cdn...!
niedziela, 23 grudnia 2012
Ambitny pop?
Zainspirowany konkurencyjnym blogiem, chciałem krótko się zastanowić nad zjawiskiem "ambitny pop". Najpierw sam pop - czym jest?. Muzyką, nastawioną głównie na to, by dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, pop - skrót od popularny. Dźwięki, które maja się podobać milionom. Często osiągany ten cel jest za pomocą tanich chwytów marketingowych - ergo - cycki, dużo cycków w teledyskach, bo to się sprzeda. A czym będzie ambitny pop? Zaprzeczeniem. Ambitny, moim zdaniem to nastawiony na piękno dźwięków, na piękno głosu, na tekst piosenki, na przesłanie.
Kilka gwiazd. Konkurencyjny blog wspomniał o Madonnie. Ambitne? Raczej nie. Cycki? Owszem! Mnóstwo skandali obyczajowych w początkowym stadium istnienia. Na piękno nastawione moim zdaniem dopiero na Ray of Light. Sukces Spowiedzi na podłodze? Raczej zabieg marketingowy, podobnie współpraca z Timbalandem.
Britney? Idealny przykład zabiegów państwa od zarządzania - zwłaszcza dwie pierwsze płyty. Podobną gwiazdą, moim zdaniem jest Kelly Clarkson - choć ta, ma już niesamowity głos i dobre teksty, czasami.
Lady Gaga - ta postać na wskroś kontrowersyjna. Jej piosenki miewają przesłanie, ale bywają o niczym. Są kontrowersyjne teledyski przykuwające uwagę. Jednoznaczna ocena jest trudna.
Myśląc nad ambitnym popem, mam na myśli śp. Whitney, czy może Tinę, po części trochę Mickaela. Amy? Bo ja wiem? Skandal za skandalem. Na pewno Duffy, jej niesamowity głos. Później Adele. I pani, która chciała dużo ugrać na sposobie śpiewu dwóch poprzednich - Lana del Rey, i dużo ugrała, sztuczna, fałszywa, sprzedała się w milionach. O Kryśce Agilerze, nawet chyba nie warto wspominać, doskonały głos, produkt powinien być doskonały, ale i nawet seksowne opakowanie nie pomaga się sprzedać. P!nk - lekko rockowa, też jest jakimś tam fast foodem, ale robi to z klasą, i to co robi się podoba.
Kilka gwiazd. Konkurencyjny blog wspomniał o Madonnie. Ambitne? Raczej nie. Cycki? Owszem! Mnóstwo skandali obyczajowych w początkowym stadium istnienia. Na piękno nastawione moim zdaniem dopiero na Ray of Light. Sukces Spowiedzi na podłodze? Raczej zabieg marketingowy, podobnie współpraca z Timbalandem.
Britney? Idealny przykład zabiegów państwa od zarządzania - zwłaszcza dwie pierwsze płyty. Podobną gwiazdą, moim zdaniem jest Kelly Clarkson - choć ta, ma już niesamowity głos i dobre teksty, czasami.
Lady Gaga - ta postać na wskroś kontrowersyjna. Jej piosenki miewają przesłanie, ale bywają o niczym. Są kontrowersyjne teledyski przykuwające uwagę. Jednoznaczna ocena jest trudna.
Myśląc nad ambitnym popem, mam na myśli śp. Whitney, czy może Tinę, po części trochę Mickaela. Amy? Bo ja wiem? Skandal za skandalem. Na pewno Duffy, jej niesamowity głos. Później Adele. I pani, która chciała dużo ugrać na sposobie śpiewu dwóch poprzednich - Lana del Rey, i dużo ugrała, sztuczna, fałszywa, sprzedała się w milionach. O Kryśce Agilerze, nawet chyba nie warto wspominać, doskonały głos, produkt powinien być doskonały, ale i nawet seksowne opakowanie nie pomaga się sprzedać. P!nk - lekko rockowa, też jest jakimś tam fast foodem, ale robi to z klasą, i to co robi się podoba.
czwartek, 20 grudnia 2012
Przed koniec
Onet się zabawił i postanowił stworzyć listę płyt, które należy przesłuchać przed końcem świata. Spróbuję się wyspowiadać z moich grzechów - grzechem jest nie przesłuchać którejś płyty.
Numerek pierwszy - Bitlesi, z tą swoja najgłośniejszą płytą - nie jestem pewien czy słuchałem jej w całości, ale na pewno kilka utworów z niej, i to nie raz, jednak jak dla mnie, ta muzyka ma 50 lat i to prehistoria.
2. U2 - Achtung Baby - Najważniejsza płyta w dyskografii, nie słuchałem jej w całości, znam natomiast singla - One,
3. Nirvana - Nevermind - ten album znam w całości i słuchałem nie raz. Najważniejsza płyta Nirvany, najważniejsza płyta grungu. Końcem świata dla mnie jest słyszeć to, że Nirvana powraca - Novoselic, Grohl i ...Paul McCartney [z bitlesów].
4. David Bowie - o dziwo, słuchałem i znam, ale niekoniecznie lubię.
5. Amy Winehouse - Back to Black - dziwi mnie ta płyta na tej liście, i to jeszcze tak wysoko. Ale oczywiście znam i słuchałem. Bardziej się tu liczy głos, niż to co na płycie.
6. Rolling Stones - nie tknąłem w ogóle.
7. Andy Warhol - jw.
8. Pink Floyd - Dark Side of the Moon - znam, słuchałem, wybitny album, ale chyba jestem za młody, bo mnie nie bierze.
9. Radiohead - OK Computer - kolejna wybitna płyta, którą bardzo dobrze znam.
10. The Clash - London Calling - kiedyś sięgnąłem z ciekawości, jak na punk to sie deczko zawiodłem, spodziewałem się ognia, a tu było dosyć lekko, ale tytułowy kawałek bardzo lubię, no i cover w wykonaniu The Analogs, z tej właśnie płyty, mocniejszy.
11. Led Zeppelin - IV - kolejny wybitny album, chyba go nigdy nie słuchałem w całości, ale znam te najważniejsze utwory, zarówno z tej płyty, jak i z dyskografii. Ubolewam, że urodziłem ise 30 lat za późno i nie mogę być na ich koncercie.
12. Jane's Addiction - kolejny zaskok na tej liście, płyty słuchałem, ale zbytnio mnie nie ruszyła. Wiem, że jest to jedna z ważniejszych kapel rockowych, ale to 12 miejsce to troszkę za wysoko, moim zdaniem.
13. Gunsi - Apetyt na destrukcję - znam, szanuję i wielbię.
14. Eminem - Sprawy Marshalla - pana znam, znam jego największe hiciory, ale to nie moja bajka, tego albumu w całości nie słuchałem. Poza tym, też on coś wysoko...
15. R.E.M. - Automatyka dla ludzi - nie, nie znam, i nie lubię kapeli.
16. Jimi Hendrix - znam pana, słuchałem jego utworów, ale nigdy całej płyty.
17. Neil Young - Freedom - z bólem serca się przyznam, że nie znam w ogóle...
18. RHCP - Blood Sugar Sex Magic - jak już wielokrotnie pisałem Redhoci mieli większe płyty, a ta jest najbardziej nośna, ale oczywiście znam, słuchałem i lubię nawet.
19. Pearl Jam - Ten. Tak, jak najbardziej, wybitna płyta, znam i słucham dosyć często.
20. Bob Dylan - nie słuchałem.
Podsumowując - 10 płyt przesłuchanych w całości, 4 płyty - znane single, 6 nie ruszyłem w ogóle.
Numerek pierwszy - Bitlesi, z tą swoja najgłośniejszą płytą - nie jestem pewien czy słuchałem jej w całości, ale na pewno kilka utworów z niej, i to nie raz, jednak jak dla mnie, ta muzyka ma 50 lat i to prehistoria.
2. U2 - Achtung Baby - Najważniejsza płyta w dyskografii, nie słuchałem jej w całości, znam natomiast singla - One,
3. Nirvana - Nevermind - ten album znam w całości i słuchałem nie raz. Najważniejsza płyta Nirvany, najważniejsza płyta grungu. Końcem świata dla mnie jest słyszeć to, że Nirvana powraca - Novoselic, Grohl i ...Paul McCartney [z bitlesów].
4. David Bowie - o dziwo, słuchałem i znam, ale niekoniecznie lubię.
5. Amy Winehouse - Back to Black - dziwi mnie ta płyta na tej liście, i to jeszcze tak wysoko. Ale oczywiście znam i słuchałem. Bardziej się tu liczy głos, niż to co na płycie.
6. Rolling Stones - nie tknąłem w ogóle.
7. Andy Warhol - jw.
8. Pink Floyd - Dark Side of the Moon - znam, słuchałem, wybitny album, ale chyba jestem za młody, bo mnie nie bierze.
9. Radiohead - OK Computer - kolejna wybitna płyta, którą bardzo dobrze znam.
10. The Clash - London Calling - kiedyś sięgnąłem z ciekawości, jak na punk to sie deczko zawiodłem, spodziewałem się ognia, a tu było dosyć lekko, ale tytułowy kawałek bardzo lubię, no i cover w wykonaniu The Analogs, z tej właśnie płyty, mocniejszy.
11. Led Zeppelin - IV - kolejny wybitny album, chyba go nigdy nie słuchałem w całości, ale znam te najważniejsze utwory, zarówno z tej płyty, jak i z dyskografii. Ubolewam, że urodziłem ise 30 lat za późno i nie mogę być na ich koncercie.
12. Jane's Addiction - kolejny zaskok na tej liście, płyty słuchałem, ale zbytnio mnie nie ruszyła. Wiem, że jest to jedna z ważniejszych kapel rockowych, ale to 12 miejsce to troszkę za wysoko, moim zdaniem.
13. Gunsi - Apetyt na destrukcję - znam, szanuję i wielbię.
14. Eminem - Sprawy Marshalla - pana znam, znam jego największe hiciory, ale to nie moja bajka, tego albumu w całości nie słuchałem. Poza tym, też on coś wysoko...
15. R.E.M. - Automatyka dla ludzi - nie, nie znam, i nie lubię kapeli.
16. Jimi Hendrix - znam pana, słuchałem jego utworów, ale nigdy całej płyty.
17. Neil Young - Freedom - z bólem serca się przyznam, że nie znam w ogóle...
18. RHCP - Blood Sugar Sex Magic - jak już wielokrotnie pisałem Redhoci mieli większe płyty, a ta jest najbardziej nośna, ale oczywiście znam, słuchałem i lubię nawet.
19. Pearl Jam - Ten. Tak, jak najbardziej, wybitna płyta, znam i słucham dosyć często.
20. Bob Dylan - nie słuchałem.
Podsumowując - 10 płyt przesłuchanych w całości, 4 płyty - znane single, 6 nie ruszyłem w ogóle.
A teraz na szybko - czego tu brakuje?
Czarny album Metallicy.
Coś Coldplay.
Coś Queen.
Heaven and Hell - Black Sabbath.
Highway to Hell - AC/DC.
Hybrid Theory - Linkin Park.
Reign in Blood - Slayer
Mutter - Rammstein
Toxicity - System of a Down
Fear of the Dark - Iron Maiden
Ozzmosis - Ozzy Osbourne
Superunknown - Soundgarden
Coś Depeche Mode
Coś Motorhead
Rage Against the Machine - Rage Against the Machine
Coś Deep Purple
Echos, Silence, Patience, & Grace - Foo Fighters
Thriller - Mickael Jackson
Ray of Light - Madonna
Closer - Joy Division
... tak na szybko oczywiście.
piątek, 14 grudnia 2012
Czekałem tak długo
Tak kilka słów na szybko, bo chodzi za mną od jakiegoś czasu. O kapeli Soundgarden będzie. Panowie zaczęli działalność w 1984 roku, ale pierwszą płytę wydali dopiero w 1988, kiedy w zasadzie takie granie było na fali. Oczywiście muszą być ze Seattle - z kolebki takiego grania. Grunge. Jedna z ważniejszych kapel, z tego nieistniejącego gatunku, może ustępują piedestału tylko Nirvanie i być może Pearl Jam.Tworzyli na początku lat 90., wydali pięć regularnych albumów. Pewnego dnia wokalista postanowiła zakończyć działalność. Zespół się rozpadł. A wokalista nie byle jaki - jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów - Chris Cornell. Stworzył później inną kapelę - Audioslave, zbierając ludzi z rozwiązanego Rage Against the Machine. Audioslave wydało trzy płyty i Cornell rozpoczął karierę solową. Największy solowy hicior to "You know my Name" - soundtrack do 007. Później była średnio udana współpraca z Timbalandem, dosyć mocno krytykowana przez fanów.
Jakoś rok temu, może dalej, pojawił się pomysł powrotu w oryginalnym składzie - najpierw były koncerty, potem składanka ze starymi przebojami, a teraz dostajemy nowe dzieło - szósty album - King Animal. Zestaw 13 porządnych rockowych utworów, dobre kompozycje, wpadające w ucho, bardzo radiowe. Co trochę mnie dziwi, jak przypomnę sobie pierwsze płyty, były raczej chropowate, jeśli chodzi o odbiór. Dopiero później troszkę złagodnieli. Powrócili na fali hucznych powrotów i wydali nowy album taki sam jak inne kapele - The Smashing Pumpkins, Garbage czy Skunk Anansie. Takie same, czyli porządna dawka rocka, bardzo w starym stylu, ale troszkę jakby ugrzeczniona - radiowa. Moim zdaniem brak na nowej płycie jest lekkiego szaleństwa, delikatnego eksperymentu, albo choćby próby stworzenia potężnego przeboju jak Black Hole Sun, czy Rusty Cage. Ta uwaga tyczy się wszystkich wyżej wymienionych. Natomiast do zwykłego posłuchania płyta bardzo dobra, melodyjna, singiel łatwo wpada w ucho, ale nie poniewiera, nie rzuca na kolana. W sumie dawno mnie chyba, żadna płyta nie sponiewierała. Ale gdyby się tak zastanowić, bo niedługo podsumowanie roku, duże wrażenie zrobiła na mnie Maria Peszek i Delain. Nieważne, będzie na to czas.
czwartek, 13 grudnia 2012
Najbardziej depresyjne albumy
Nie wiem czy to już publikowałem czy nie. Znalazłem w notatniku. Nie znam również daty stworzenia tego posta. Prawdopodobnie schyłek 2008 roku
Na interii znalazłem listę płyt prezentującą najbardziej depresyjne albumy w historii rocka, między innymi byli tam Depeche Mode, Dawid Bowie i The Cure. Pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić własne zestawienie, gdyż to co tam było, do mnie nie przemawia, może poza tym the cure. Tak więc zainspirowany interią zrobiłem własne top ten.
10. KoRn - Issues. Czyli najmniej depresyjna w tym zestawieniu, płyta, którą znam już prawie 10 lat od początku mnie ujęła swoim specyficznym mrocznym klimatem i głębią, strasznie jej lubiłem słuchać gdy miałem doła, energia jak z niej bije przeganiała złe myśli.
9. Type o Negative - World Coming Down. Coś z klasyku światowego TON ma pewnie zdecydowanie bardziej dołujące albumy, ale ten jakoś specjalni do mnie przemówił, bardzo go lubię.
8. Paradise Lost - Paradise Lost. Nie mogło ich zabraknąć, chociaż ten album nie należy do specjalnie ciężkich, jednakże od niego się wszystko zaczęło i jego znam na pamięć.
7. Opeth - Deliverance. Najmocniejszy i najcięższy w historii kapeli, chociaż może tam te początkowe płyty go przebijają, to jednak Deliverance został mi najdłużej w pamięci i jako pierwszy się tam wrył, odciskając piętno swoimi niesamowitymi przygnębiającymi melodiami.
6. Katatonia - Tonight's Decision. Co do przygnębiających melodii, to ta kapela nie ma sobie równych, doskonale łączy metal i ciężkie powolne walcowate brzmienia.
5. My Dying Bride - Turn Loose the Swans. Przygnębiająco, ale tym razem z rozpaczliwym dźwiękiem skrzypiec, rozcinającym wszystkie przejawy nadziei, jest po prostu smutno i pięknie.
4. Katatonia - Last Fair Gone Deal Down. Druga Katatonia, album który ujął mnie melodiami, przygnębiającymi dźwiękami i smutkiem, połączonym z dość specyficzną motoryką.

3. Tiamat - Amanethes. Najmłodsza płyta w zestawieniu. gdy myślałem, że już nigdy nie wyjdzie nic godnego poziomu katatonii, pojawiła się ta płyta, może i trochę kopiują, może nie wnoszą świeżego powiewu do mrocznych katakumb smutku, ale jest w nich coś specyficznego, co przyciągnęło moją uwagę na dłuższy czas, a to się rzadko zdarza.

2. Katatonia - Viva Emptiness. Najdelikatniejsza i najbardziej rockowa. Okazuje się, że żeby być smutnym i przygnębiającym nie potrzebna jest ściana gitar, czy niemożliwie szybka perkusja, można inaczej budować klimat, a tutaj jest aż duszno od rozpaczy.

1. My Dying Bride - Songs of Darkness, Words of Light. Jeśli chodzi o rozpacz to tutaj moim zdaniem jest jej najwięcej, najsmutniejsza, przy tym najcięższa i najbardziej depresyjna płyta moim zdaniem, uwielbiam ją. Znam całą na pamięć.
Na interii znalazłem listę płyt prezentującą najbardziej depresyjne albumy w historii rocka, między innymi byli tam Depeche Mode, Dawid Bowie i The Cure. Pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić własne zestawienie, gdyż to co tam było, do mnie nie przemawia, może poza tym the cure. Tak więc zainspirowany interią zrobiłem własne top ten.
10. KoRn - Issues. Czyli najmniej depresyjna w tym zestawieniu, płyta, którą znam już prawie 10 lat od początku mnie ujęła swoim specyficznym mrocznym klimatem i głębią, strasznie jej lubiłem słuchać gdy miałem doła, energia jak z niej bije przeganiała złe myśli.
9. Type o Negative - World Coming Down. Coś z klasyku światowego TON ma pewnie zdecydowanie bardziej dołujące albumy, ale ten jakoś specjalni do mnie przemówił, bardzo go lubię.
8. Paradise Lost - Paradise Lost. Nie mogło ich zabraknąć, chociaż ten album nie należy do specjalnie ciężkich, jednakże od niego się wszystko zaczęło i jego znam na pamięć.
7. Opeth - Deliverance. Najmocniejszy i najcięższy w historii kapeli, chociaż może tam te początkowe płyty go przebijają, to jednak Deliverance został mi najdłużej w pamięci i jako pierwszy się tam wrył, odciskając piętno swoimi niesamowitymi przygnębiającymi melodiami.
6. Katatonia - Tonight's Decision. Co do przygnębiających melodii, to ta kapela nie ma sobie równych, doskonale łączy metal i ciężkie powolne walcowate brzmienia.
5. My Dying Bride - Turn Loose the Swans. Przygnębiająco, ale tym razem z rozpaczliwym dźwiękiem skrzypiec, rozcinającym wszystkie przejawy nadziei, jest po prostu smutno i pięknie.
4. Katatonia - Last Fair Gone Deal Down. Druga Katatonia, album który ujął mnie melodiami, przygnębiającymi dźwiękami i smutkiem, połączonym z dość specyficzną motoryką.

3. Tiamat - Amanethes. Najmłodsza płyta w zestawieniu. gdy myślałem, że już nigdy nie wyjdzie nic godnego poziomu katatonii, pojawiła się ta płyta, może i trochę kopiują, może nie wnoszą świeżego powiewu do mrocznych katakumb smutku, ale jest w nich coś specyficznego, co przyciągnęło moją uwagę na dłuższy czas, a to się rzadko zdarza.
2. Katatonia - Viva Emptiness. Najdelikatniejsza i najbardziej rockowa. Okazuje się, że żeby być smutnym i przygnębiającym nie potrzebna jest ściana gitar, czy niemożliwie szybka perkusja, można inaczej budować klimat, a tutaj jest aż duszno od rozpaczy.

1. My Dying Bride - Songs of Darkness, Words of Light. Jeśli chodzi o rozpacz to tutaj moim zdaniem jest jej najwięcej, najsmutniejsza, przy tym najcięższa i najbardziej depresyjna płyta moim zdaniem, uwielbiam ją. Znam całą na pamięć.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Z lat 80.
Coś rzadko piszę, coś nie mam natchnienia, ale teraz mną tchnęło. Zobaczyłem kilka filmików na youtubie, ripy z TVP kultura dotyczące lat osiemdziesiątych i szału muzycznego jaki wówczas był. Zainteresował mnie dokument odnośnie muzyki gotyckiej. Specyficzne jest tło tego wszystkiego. Koniec lat 70. - punk powoli się wypala, hipisi też powoli się nudzą. Świat staje w obliczu wyścigu zbrojeń, wszystkie idee marksistowskie się wypaliły. Taki dekadentyzm w sumie, nie ma co robić, w powietrzu wisi wojna, Odpowiedzią na te smutne czasu jest ekstremalna muzyka, również smutna. Tworzona poprzez powtarzanie pojedynczych dźwięków, tak rodzi się industrial - obecnie byłaby to elektronika, muzyka czysto komputerowa, lecz wtedy komputerów nie było.
Powstał bardzo zimny gatunek zwany industrialem, tuż za nim, na gruzach punku powstał monotonny gotyk, czy początkowo zimna fala. Pionierami byli Joy Division, później The Cure, gatunek się rozwijał, narodziły się Siouxie i inne podobne. W Polsce chyba jako jedynymi najgłośniejszymi propagatorami takich dźwięków była Republika, z mniej znanych Made in Poland. Dopiero pod koniec lat 80. powstał Closterkeller.
Ciekawostką jest również black metal, który powstał w tamtym czasie, kolebka okazuje się Szwajcaria z Celtic Frost, jak sam wokalista wspomniał odnalazł najmocniejszy zespół tamtych czasów - Motorhead i nim się inspirowali tworząc coś zupełnie nowego i niezwykłego. Zaraz za nimi jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać Venom, Bathory, Hellhammer, Emperor. Na fali popularności black metalu zostały powołane Paradise Lost, Tiamat, Katatonia, które jednak później poszły zupełnie inną drogą. Podobnie gotyk, który połączył się z metalem w latach 90.
Tak mnie wzięło. Podobnie jest opisana historia synthpopu, takich kapel jak New Order, albo Depeche Mode. Ten DM to mimo, iż jest taki dosyć mocno alternatywny, to brzmi strasznie popowo, i trzyma się na scenie chyba ze 30 lat. Taki oksymoron wychodzi, ale tak w rzeczywistości jest, początkowo tworzyli muzykę niszowo, a że osiągnęli popularność, to stali się mainstreamem.
Powstał bardzo zimny gatunek zwany industrialem, tuż za nim, na gruzach punku powstał monotonny gotyk, czy początkowo zimna fala. Pionierami byli Joy Division, później The Cure, gatunek się rozwijał, narodziły się Siouxie i inne podobne. W Polsce chyba jako jedynymi najgłośniejszymi propagatorami takich dźwięków była Republika, z mniej znanych Made in Poland. Dopiero pod koniec lat 80. powstał Closterkeller.
Ciekawostką jest również black metal, który powstał w tamtym czasie, kolebka okazuje się Szwajcaria z Celtic Frost, jak sam wokalista wspomniał odnalazł najmocniejszy zespół tamtych czasów - Motorhead i nim się inspirowali tworząc coś zupełnie nowego i niezwykłego. Zaraz za nimi jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać Venom, Bathory, Hellhammer, Emperor. Na fali popularności black metalu zostały powołane Paradise Lost, Tiamat, Katatonia, które jednak później poszły zupełnie inną drogą. Podobnie gotyk, który połączył się z metalem w latach 90.
Tak mnie wzięło. Podobnie jest opisana historia synthpopu, takich kapel jak New Order, albo Depeche Mode. Ten DM to mimo, iż jest taki dosyć mocno alternatywny, to brzmi strasznie popowo, i trzyma się na scenie chyba ze 30 lat. Taki oksymoron wychodzi, ale tak w rzeczywistości jest, początkowo tworzyli muzykę niszowo, a że osiągnęli popularność, to stali się mainstreamem.
niedziela, 2 grudnia 2012
Królestwo
Kiedyś byłem wielkim fanem Huntera. Medeis to w zasadzie jedna z pierwszych metalowych płyt, jakie słuchałem. Mniej więcej w tym czasie była dyskografia Metallicy, trochę Kata, album Iron Maiden, więcej z metalu w tym czasie nie pamiętam.Także, jak dla mnie same początki. Stąd sentyment do tamtego albumu, który obecnie wydaje mi się być idealnym. O płycie Requiem usłyszałem dużo później i jak się przyznam, nie słuchałem jej za dużo. W 2005 wydali T.E.L.I..., a rok później chyba jej wersję angielską. To również moja ulubiona płyta. Następny był HellWood, który mnie odrzucił ze względu na teksty. Tak teraz myślę, że ja to wszystko już chyba pisałem, w wakacje, przy okazji koncertu. Może, nieważne.Podczas wspomnianego koncertu Hunter zaprezentował nowy utwór Dwie Siekiery, który miał zapowiadać najnowsze dzieło. Jakieś dwa tygodnie temu światło dzienne ujrzał piąty album Huntera - Królestwo. Przyznam, że z lekkim ociąganiem się po niego sięgnąłem. Mając w myślach Labirynt Fauna, który mnie porażał tekstami. Teraz byłem na to gotowy, i w sumie dobrze, bo momentami te teksty się ocierają o kicz. To tylko moje zdanie, ale mnie one gryzą w uszy, nie wszystkie, ale są momenty. Utwory zapadają w pamięć, od początku są dosyć hałaśliwe i agresywne, a nawet patetyczne - dzięki Jelonkowi, który daje popis w Dwu Siekierach. Moją uwagę przykuł Samael, pieśń ku chwale upadłego anioła, opętanego bezwzględnością - takie ja mam teraz odwołanie do treści sagi Kossakowskiej o aniołach. Ojciec Asmodeusza, anarachista, on miał nakłonić Lucyfera do buntu. Następny jest trochę łagodniejszy Inni, i tu też czuje odniesienie do tego filmu z Nicole Kidman, nawet tekst można by podciągnąć, a jak jest na prawdę, nie wiem. Jak kiedyś dojdę do jakiś wywiadów to się dowiem. Cała płyta kończy się bardzo patetyczna odą O Wolności.
"Życie płynie w nas
Tylko chwilę
Sam wybierasz łódź, którą płyniesz
Ciemność zmienia w blask
Da nam siłę
Zanim minie czas
Godnie dożyć lat
Tak zadziwić świat"
Tylko chwilę
Sam wybierasz łódź, którą płyniesz
Ciemność zmienia w blask
Da nam siłę
Zanim minie czas
Godnie dożyć lat
Tak zadziwić świat"
Subskrybuj:
Posty (Atom)