piątek, 14 grudnia 2012

Czekałem tak długo

Tak kilka słów na szybko, bo chodzi za mną od jakiegoś czasu. O kapeli Soundgarden będzie. Panowie zaczęli działalność w 1984 roku, ale pierwszą płytę wydali dopiero w 1988, kiedy w zasadzie takie granie było na fali. Oczywiście muszą być ze Seattle - z kolebki takiego grania. Grunge. Jedna z ważniejszych kapel, z tego nieistniejącego gatunku, może ustępują piedestału tylko Nirvanie i być może Pearl Jam.

Tworzyli na początku lat 90., wydali pięć regularnych albumów. Pewnego dnia wokalista postanowiła zakończyć działalność. Zespół się rozpadł. A wokalista nie byle jaki - jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów - Chris Cornell. Stworzył później inną kapelę - Audioslave, zbierając ludzi z rozwiązanego Rage Against the Machine. Audioslave wydało trzy płyty i Cornell rozpoczął karierę solową. Największy solowy hicior to "You know my Name" - soundtrack do 007. Później była średnio udana współpraca z Timbalandem, dosyć mocno krytykowana przez fanów.

Jakoś rok temu, może dalej, pojawił się pomysł powrotu w oryginalnym składzie - najpierw były koncerty, potem składanka ze starymi przebojami, a teraz dostajemy nowe dzieło - szósty album - King Animal. Zestaw 13 porządnych rockowych utworów, dobre kompozycje, wpadające w ucho, bardzo radiowe. Co trochę mnie dziwi, jak przypomnę sobie pierwsze płyty, były raczej chropowate, jeśli chodzi o odbiór. Dopiero później troszkę złagodnieli. Powrócili na fali hucznych powrotów i wydali nowy album taki sam jak inne kapele - The Smashing Pumpkins, Garbage czy Skunk Anansie. Takie same, czyli porządna dawka rocka, bardzo w starym stylu, ale troszkę jakby ugrzeczniona - radiowa. Moim zdaniem brak na nowej płycie jest lekkiego szaleństwa, delikatnego eksperymentu, albo choćby próby stworzenia potężnego przeboju jak Black Hole Sun, czy Rusty Cage. Ta uwaga tyczy się wszystkich wyżej wymienionych. Natomiast do zwykłego posłuchania płyta bardzo dobra, melodyjna, singiel łatwo wpada w ucho, ale nie poniewiera, nie rzuca na kolana. W sumie dawno mnie chyba, żadna płyta nie sponiewierała. Ale gdyby się tak zastanowić, bo niedługo podsumowanie roku, duże wrażenie zrobiła na mnie Maria Peszek i Delain. Nieważne, będzie na to czas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz