czwartek, 13 grudnia 2012

Najbardziej depresyjne albumy

Nie wiem czy to już publikowałem czy nie. Znalazłem w notatniku. Nie znam również daty  stworzenia tego posta. Prawdopodobnie schyłek 2008 roku


Na interii znalazłem listę płyt prezentującą najbardziej depresyjne albumy w historii rocka, między innymi byli tam Depeche Mode, Dawid Bowie i The Cure. Pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić własne zestawienie, gdyż to co tam było, do mnie nie przemawia, może poza tym the cure. Tak więc zainspirowany interią zrobiłem własne top ten.

10. KoRn - Issues. Czyli najmniej depresyjna w tym zestawieniu, płyta, którą znam już prawie 10 lat od początku mnie ujęła swoim specyficznym mrocznym klimatem i głębią, strasznie jej lubiłem słuchać gdy miałem doła, energia jak z niej bije przeganiała złe myśli.

9. Type o Negative - World Coming Down. Coś z klasyku światowego TON ma pewnie zdecydowanie bardziej dołujące albumy, ale ten jakoś specjalni do mnie przemówił, bardzo go lubię.

8. Paradise Lost - Paradise Lost. Nie mogło ich zabraknąć, chociaż ten album nie należy do specjalnie ciężkich, jednakże od niego się wszystko zaczęło i jego znam na pamięć.

7. Opeth - Deliverance. Najmocniejszy i najcięższy w historii kapeli, chociaż może tam te początkowe płyty go przebijają, to jednak Deliverance został mi najdłużej w pamięci i jako pierwszy się tam wrył, odciskając piętno swoimi niesamowitymi przygnębiającymi melodiami.

6. Katatonia - Tonight's Decision. Co do przygnębiających melodii, to ta kapela nie ma sobie równych, doskonale łączy metal i ciężkie powolne walcowate brzmienia.

5. My Dying Bride - Turn Loose the Swans. Przygnębiająco, ale tym razem z rozpaczliwym dźwiękiem skrzypiec, rozcinającym wszystkie przejawy nadziei, jest po prostu smutno i pięknie.

4. Katatonia - Last Fair Gone Deal Down. Druga Katatonia, album który ujął mnie melodiami, przygnębiającymi dźwiękami i smutkiem, połączonym z dość specyficzną motoryką.

3. Tiamat - Amanethes. Najmłodsza płyta w zestawieniu. gdy myślałem, że już nigdy nie wyjdzie nic godnego poziomu katatonii, pojawiła się ta płyta, może i trochę kopiują, może nie wnoszą świeżego powiewu do mrocznych katakumb smutku, ale jest w nich coś specyficznego, co przyciągnęło moją uwagę na dłuższy czas, a to się rzadko zdarza.



2. Katatonia - Viva Emptiness. Najdelikatniejsza i najbardziej rockowa. Okazuje się, że żeby być smutnym i przygnębiającym nie potrzebna jest ściana gitar, czy niemożliwie szybka perkusja, można inaczej budować klimat, a tutaj jest aż duszno od rozpaczy.


1. My Dying Bride -  Songs of Darkness, Words of Light. Jeśli chodzi o rozpacz to tutaj moim zdaniem jest jej najwięcej, najsmutniejsza, przy tym najcięższa i najbardziej depresyjna płyta moim zdaniem, uwielbiam ją. Znam całą na pamięć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz