Przez ciało przechodzi dreszcz.
Organizuje wszystkie synapsy,
Do jednego skurczu
Smutek ściska gardło
łzy wypływają spod powiek
Kolejny dreszcz,
śnię.
Nie mogąc uciec.
Schwytany w objęcia bólu.
Delikatne muśnięcie jego ręki wytrąca z koszmaru
Na twarzy zaschnięte
wyżłobione kratery.
Szczypią oczy, szczypie serce.
Nie chcę go!
Niech odejdzie.
Niech się nie patrzy w końcu.
Zabiję tę jego litość.
Szczęście!
Czemu odszedłeś?
Chcę zasnąć, wrócić do Ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz