piątek, 5 października 2012

Holy shit

Tym razem Polska. Polska wokalistka. Maria Peszek wydała swoją trzecia płytę. Maria gra w zasadzie pop, alternatywę, albo można to też nazwać poezją śpiewana, gdyż największy nacisk w jej twórczość jest zdecydowanie na teksty. Plus wokal, ekspresja wokalna, bo w sumie pani jest aktorką, a także córka słynnego aktora.

Jak tak przyglądałem się jej dyskografii, to pierwsza płyta wydaje się taka nieśmiała, delikatna, bardziej tekstowa. Mniej melodii, mniej prowokacji, taki eksperyment, czy to się w zasadzie uda. Udało się. Choć oczywiście kontrowersje były - Pieprzę cię miasto i Nie mam czasu na seks. Obydwa single były wysoko na liście trójki.

Druga płyta zdecydowanie odważniejsza, również w znaczeniu tekstowym, atakująca moralność. Dużo w niej erotyzmu, czy może bardziej brutalnie seksu, z pewnością wiele osób uznało ja za obrazoburczą pornografię, bo taka w sumie jest. Prowokacyjna. Prowokuje seksem. Okazała się sukcesem.

Najnowsza płyta musiała być inna, i jest. Nowa płyta jest przede wszystkim smutna. Znów prowokuje, znów jest seks, znów są mocne dosadne teksty. Sam tytuł prowokuje Jezus Maria Peszek, są to też słowa utworu Nie ogarniam, który już mi zdążył wejść do głowy. Wyścigówka ma mocny punkowy refren, choć tekst zdecydowanie depresyjny. Utwór dedykowany tragicznie zmarłej Amy Winehouse, choć nie jest to oda pochwalna najsmutniejsza dziewczyna na świecie, za kreska, kreska. Żwir trochę śmierdzi Chylińską, ale również smutne - w smutek opakowana, leżę na dnie. Na wykopie punkowym jest Sorry Polsko, gdzie Maria mówi co na prawdę myśli o swoim kraju, że nie oddałaby Polsce ani jednej kropli krwi. Kolejny mój ulubiony, parafraza psalmu 23, który tłumaczył Kochanowski, czy Miłosz. Maria to parafrazuje na swój ateistyczny i przeczący sposób. Wychodzi z tego taki hymn antyreligijny, jeden z moich ulubionych utworów na tej płycie. Pibloktoq enigmatyczny tytuł, początek delikatny, rozwija się dopiero w połowie, tekst również smutny. Padam wreszcie coś w miarę optymistycznego, no i singiel. Nie wiem czy chcę kolejny anty-hymn, tym razem zaprzeczenie macierzyństwa, którego Maria się wypiera. Szara flaga - "męczy mnie Polska, wisi mi krzyż" - chyba komentarz nie jest potrzebny. A na koniec ballada, klawisze i głos.

Jak dla mnie bardzo dobry, porządny album, bardzo mi się spodobał i urzekł. Chyba najbardziej z całej dyskografii, aż chce i się powiedzieć że dojrzały. Chociaż bardziej pasuje powiedzieć, że to płyta kobiety, która przeszła depresje i jest wściekła i zmotywowana.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz