Był wczoraj koncert. Byłem na nim, z moją ulubienicą , której na następnym koncercie zabiorę telefon. O całej imprezie dowiedziałem się dwa tygodnie wcześniej - przez przypadek. Słuchałem zespołu, wszedłem na ich stronę i o - nowa płyta, potem o - trasa koncertowa. Dzień wcześniej zakupiliśmy bilety.
Na miejscu byliśmy pół godziny przed rozpoczęciem - o 19:30. Jedno piwo. Drugie piwo. Cały czas słychać jak DJ męczy konsoletę, logo zespołu kręci się na rzutniku, ale koncertu nie ma. Gdzieś koło 21:30 usłyszeliśmy z sali, że zapraszają na koncert. Zajęliśmy strategiczne miejsca. Ludzi było na tyle dużo, że usiedliśmy sobie wygodnie na podłodze pod ścianą. Wszedł pierwszy support. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na scenie pojawiło się dwóch panów. Jeden stanął za mikrofonem, a drugi za... laptopem. Cała muzyka szła z laptopa, a jeszcze ten wokal był przepuszczony przez ten automat, nie dało się ocenić czy wokalista rzeczywiście ma głos, czy nie. Wokal był aż tak zmieniony. Zespół się nazywał Black Tower. Co grali to już chyba nie trzeba mówić, elektronikę, darkwave. Nie jestem fanem takich rozwiązań, wolę, żywe instrumenty. Teksty, piosenek mimo, że ciężkie i smutne, wydały się dosyć proste, więcej nie napiszę. Ostatecznie mimo, że to tworzyło taką niezbyt zachęcającą aurę, to mnie się podobało. Na parkiecie bawiło się osiem osób - z czego dwie laski tańczyły, a reszta siedziała i słuchała. Skończyli grać jakoś koło 22. Potem pół godziny przerwy, również na podłodze.
Właściwa gwiazda wieczoru pojawiła się dopiero przed 23. Od razu mieli problemy techniczne, gitarzysta się nie słyszał i grał chyba na ślepo, albo z pamięci. Zaczęli utworami z nowej płyty. nie wiem ile ich było, ale prawie cała płyta. Dla mnie niestety nie znane.Na pewno był singlowy Pamiętam, potem był Stereo i zrobiony na karaoke Nie kocham cię już. Ze znanych mi utworów, dopiero gdzieś w połowie pojawiły się: Ty i ja, 36,6, Bukiet w kolorze krwi, moja ulubiona Anastazja, To nie ja, Tik tak, EL 44 V2, Za Zamkniętymi drzwiami, Telefon, Internetowy troll. Na pierwszy bis Pokój na jedną noc i Smutna dziewczyna a potem jeszcze Kochać Cię chcę. Cała zabawa się skończyła po północy. Koncert bardzo udany, było około 30 osób. Parę osób tańczyło, reszta słuchała.
Co do samej gwiazdy wieczoru, już to pisałem w poście sierpniowym. Wydali trzy płyty, teraz najnowszą. Graja alternatywnego rocka, coś w okolicy the Killers, Muse, Gitara, bas, klawisze. Perkusji nie ma, idzie z automatu, albo z laptopa. Fajny, młody, polski zespół. Chociaż może wokalista lekko zestresowany, nie jest takim zwierzem scenicznym, no i ten kontakt z publicznością, zagrali utwory kropka w kropkę jak na płytach, nic nie przedłużyli, żadnego śpiewania z publiką.A piosenki mają trzyminutowe, dwie zwrotki, dwa razy refren, jakaś solówka na gitarze i tyle. Ale hm, ogólnie jestem zadowolony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz