Delain gra, tak samo jak macierzysta kapela, symfoniczny metal, czy też gotycki metal. Nie ma tutaj przesadnych orkiestracji, ale jest operowy śpiew wokalistki, są klawisze, które nadają rozmachu. A cała reszta to dobry poczciwy rock, celowo nie nazywam tego metalem, gdyż zespół powoli odnajduje swoją drogę.
Na samym początku grali jak WT. Mocno, słodko, patetycznie, Coś pod The Silent Force. Później wydali swoją drugą płytę, która jednak nie przeskoczyła debiutu, stanęła gdzieś w jej cieniu. Najnowsze WT gdzieś się zagubiło po drodze serwując więcej elektroniki, więcej rocka, mniej mrocznego metalu, a przypomnę, że rozpoczynali grając doom metal. Delain poszedł tą samą drogą. Nowy album jest bardziej rockowy, jednocześnie lżejszy, ale przez to bardziej nowoczesny i przystępniejszy. Chyba się powstrzymam przed stwierdzeniem, że przebojowy, ale jednak coś w tym jest. Mnie urzekł. Nie powalił na kolana, ale jedynie urzekł. Płyta, jak jej poprzedniczki jest bardziej piosenkowa.
Należy wspomnieć o tekstach, które w tym przypadku skupiły wokół jednego tematu - równości. Całość jest dedykowana Sophie Lancaster, dziewczyna była w moim wieku, została zamordowana. Za co? Za to, że była sobą. Była gotką. Oprócz niej zginął również jej chłopak - pobity na śmierć. Całość tekstów jest niesamowicie pozytywna i dająca siłę, skupiająca się na tolerancji wobec obcych, innych. Taki jest również teledysk do We are the Others, w którym pokazani są obok siebie, gruby, wegetarianka, osoba nieśmiała, cierpiacy na zespół Aspergera, lesba, jąkała i parę innych. W teledysku jest również małżeństwo den Adel. Jak dla mnie klip roku, i piosenka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz