Po czterech latach z nowym albumem powróciła pani P!nk. To już szósty w dorobku gwiazdy. Gwiazda to chyba najlepsze określenie osoby wokalistki. Chociaż mimo iż ma ona kilka utworów w światowym kanonie, mimo, że jest młoda, piękna i seksowna, to nie epatuje swoją osobą, tak jak to robią inne gwiazdy. A śpiewa muzykę typowo rozrywkową. To mi się w niej podoba. Nie prowokuje na siłę, nie robi skandali, nie jest o niej głośno. Natomiast jej utworu królują mimo to na listach przebojów.Z tego co wyczytałem pochodzi z rozbitej rodziny, trafiła na ulicę i muzyka ja z tej ulicy wyciągła. Początkowo jej wizerunek był takiej młodej gniewnej, ale dużo mniej słodszy niż Avril Lavigne. Później stawała się coraz bardziej kobieca, ona jak i jej muzyka, jednak coś z tego buntu w niej zostało do dziś, choć już nie jest taka nastoletnia. Prywatnie żona perkusisty Sum 41, obecnie dzieciata.
Na nowej płycie nie ma rewolucji. Wciąż jest to bardzo piosenkowy pop z lekkim rockowym pazurem, i tak mniej więcej można określić jej styl. Gra pop, ale na rockowo, w okolicy wspomnianej Avril, czy Kelly Clarkson. Z The Truth about Love zdążyła już wydać dwa single Blow me, oraz Try. Moją uwagę z całej tej płyty przykuł Slut like you, mocny rockowy kawałek z wykopem i tekstem, chociaż tekst jest moim zdaniem o niczym, ale czy to ważne. Ogólnie płyta mi się podoba, chociaż to nie są moje tereny muzyczne, ale czasem trzeba też czegoś lżejszego posłuchać. Taki lekki rock jest w sam raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz