sobota, 27 października 2012

Mapa wszystkich naszych porażek

Po trzech latach powróciła Moja Umierająca Panna Młoda z nowym materiałem - Mapa wszystkich naszych porażek. Jak sugeruje tytuł płyta jest smutna. Jak sugeruje nazwa zespołu - doom metal.

My Dying Bride powstało w Anglii w 1990 roku, początkowo wpisywali się w cały ówczesny nurt około black metalowy. Podobnie jak i inne kapele z tego okresu. Dopiero druga płyta złagodziła ich brzmienie. Do zwykłego black metalu dodali przede wszystkim klawisze i skrzypce i spowolnili brzmienie. Tak narodził się nowy gatunek, którego są ojcami. Obok Anathemy i Paradise Lost tworzą Trójce Smutasów z Wysp Brytyjskich. Są uznawani za prekursorów gatunku - doom metal. O ile dwie wcześniej wymienione zrobiły co innego. Paradise Lost gra dosyć podobnie, lecz gitary są jakby trochę bardziej thrashowe, stworzyli gatunek o nazwie gothic metal. A Anathema poszli w stronę atmosferycznego grania - męski odpowiednik The Gathering.

My Dying Bride stworzył swój własny gatunek i twardo się go trzyma. Czasem było lepiej, czasem było gorzej, bywały eksperymenty, moim zdaniem całkiem udane, lecz wszystko zawsze mieściło się w doomie. Pamiętam, że zachwycałem się poprzednią płytą, gdyż dźwiękowo była bardzo wypieszczona i dźwięki nie nudziły. W walcowatym brzmieniu to poważny zarzut. Dla kłamstw, które stwarzam okazało się dla mnie bardzo dobrą płytą. Chociaż, zawsze to będę powtarzał, ideałem dla mnie jest ta, którą pierwszą poznałem - Pieśni Mroku. Słowa Światła. Dobrze też sobie radziła Linia nieumarłych królów, ale i tak daleko jej było do Anioła i Czarnej Rzeki.

Nowa płyta przede wszystkim nie zaskakuje. MDB potwierdza, że jest dla doom metalu tym, czym Iron Maiden jest dla heavy metalu. Podają znów ten sam rodzaj smutku, tę samą rozpacz, podobne - nowe melodie, rozwalcowane na dziesięć minut. To jest, myślę, w nich najpiękniejsze. Potrafią zachwycać, znów, operują wokół jednego bardzo szerokiego pola. To czego mi brakuje na nowym dziele, to utworu, który by zwrócił na siebie swoją uwagę [aingla?] i może trochę zaskoczenia. Tak jak przy poprzedniej płycie, która zaskoczyła powrotem do korzeni, tutaj jest mniej skrzypiec, a to one dodają pewnego rodzaju klimatu. Ale mimo to album jest bardzo porządny.I klasyczny.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz