Ogrom istoty
Jej brzegi i kraniec
Bledną w oddali
Wnętrze krwistoczerwone
Ogniem
Pluszem dywanów wypełnione
Rozciąga swe macki
Jak tylko może
By miodem polać rany
By słodyczą zetrzeć ból
Tak dobry
Lecz jak jałowy
Utarg z chwili
Zużyty
Oddany
Gdzieś na krawędzi
Odłożony na później
I nieważny ten miód i plusz
Jest gdzieś tam
Nieprzydatny
W ogrodzie bólu
Na cmentarzu nienawiści
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz