poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Beztroski

Epica powraca ze swoim piątym dzieckiem Requiem for the Indifferent. Zespół powstał w 2002 roku. Wyrodził się od nieistniejące go już After Forever. AF zdobywało popularność wspierając na trasach takie tuzy holenderskiego grania jak The Gathering i Within Temptation - wszystkie te kapele kręcą się wokół jednego gatunku. Od After Forever odszedł gitarzysta, stworzył nową jakoś stawiając za mikrofonem Simone Simons. Pani jest obdarzona mezosopranem, który się pięknie komponuje z metalowym brzmieniem. A do tego uznawana jest za jedną z najpiękniejszych wokalistek, rudowłosa piękność.

Zespół zadebiutował w 2003 roku The Phantom Agony z którego pochodzą dwa najbardziej rozpoznawalne utwory zespołu Cry for the Moon oraz łzawe Feint. Przez ten drugi kawałek miałem awersję do tego zespołu. W 2005 roku wydali Consign the Oblivion ich druga najlepsza płyta. Potem były dwa The Divine Conspiracy w 2007 i Design Your Universe w 2009, które tylko potwierdzały wielkość zespołu. W 2009 wydali takze The Classical Conspiracy , którą się strasznie zachwycałem.

Zespół gra symfoniczny metal, wyciągnięty z gotyckiego metalu. Jak wiadomo najpierw był Therion i The Gathering w latach 90. Potem się narodziło Within Temptation i Nightwish. Ci drudzy połączyli power metal z kobiecym operowym wokalem. W Epice jest mniej więcej to samo, może jedynie jest mniej tego power, a więcej gothic. Najlepiej powiedzieć, że jest to symfoniczny metal, to najlepiej oddaje muzykę zespołu. Jednak nie są pionierami, wcześniej było After Rorever i gdyby nie różne głosy pań Floor i Simone, można by bardzo łatwo obie kapele pomylić.

O nowej płycie będzie bardzo mało, gdyż Epica ma już swoją wyrobioną pozycję, wyrobiony styl i zaczyna wydawać płyty tak jak Iron Maiden, na każdej bardzo podobne dźwięki. Od trzech płyt nic się nie zmieniło, nie wiem czy to zarzut, czy nie. Wciąż jest to wysoka produkcja, patetyczna muzyka, z epickimi dźwiękami, chwytliwe melodie, zahaczające o power metal. Doskonała perkusja, mnóstwo chórów i klawiszy, duża dawka lirycznego wokalu, jednym słowem wszystko. Jednak po przesłuchaniu kilkukrotnym nic w głowie nie zostaje, mimo, że jest mnóstwo melodii. Mimo, że nie lubię Feint to jestem je w stanie zanucić, podobnie z przedostatniej płyty - umiem zanucić Never Enough, które mi weszło do głowy. Z najnowszej płyty jeszcze nic mnie nie złapało i w sumie na jakiś czas zapomniałem o Epice. Ta okładka jakoś średnio mi się podoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz